[VIDEO] Czy to koniec dramatu Sylwestra Szczęsnego? W środę Sąd Okręgowy Radomiu zdecyduje czy wyjdzie o wolność. By 14 marca wziąć udział w rozprawie kasacyjnej w Sądzie Najwyższym w Warszawie
Sylwester Szczęsny najpierw był aresztowany a potem wypuszczony. Potem skazany a potem uniewinniony. A potem znów skazany. Mimo że prokuratura nie znalazła żadnego dowodu na jego rzekomy atak pedofilski w okolicach Wołomina. Gdzie d lat bezkarnie grasuje zboczeniec!
Sylwester Szczęsny przebywa w Zakładzie k\Karnym w Radomiu już blisko dwa lata. W tym czasie w lasach w okolicach Wolomina kilkukrotnie obnażył się przed dziećmi niezidentyfikowany dotąd przez policję mężczyzna.
O dramacie tego właściciela jednej z najskuteczniejszych szkół nauki jazdy w Wołominie piszemy od kilku lat. Sprawę nagłośniła też Elżbieta Jaworowicz w swoim programie "Sprawa dla Reportera". Sylwester Szczęsny tego programu w telewizji nie obejrzał, bo tuż po nagraniu został wytargany z autobusu miejskiego gdzie pracował jako kierowca. Zakuty w kajdany i wywieziony do zakładu karnego.
Wszystkie artykuły na jego temat znajdziesz pod linkiem
Przypomnijmy, że prokuratura nie znalazła żadnego dowodu na jego kontakt z 8-letnią dziewczynką, którą miał zwabić i molestować w samochodzie do nauki jazdy. W progranie Elżbiety Jaworowicz kursantki oświadczyły. że nigdy nie było z jego strony jakiejkolwiek próby ingerencji w ich cielesność.
Przypomnijmy. że badanie na wykrywaczu kłamstw na jednym z najnowocześniejszych na świecie instrumentów wykorzystywanych między innymi do reakcji myślowych, wypadło dla Sylwestra Szczęsnego pozytywnie. On sam domagał się tego badania od prokuratury, bo ta była niechętna.
Podczas pobytu w więzieniu poddał się też specjalistycznemu badaniu przez sądowego, biegłego seksuologa. A właśnie prokuratura sprzeciwiała się, by to badanie wykonać mimo tak ciężkiego zarzutu molestowania seksualnego dziecka!
Przeprowadzony badanie nie wykazało żadnych odchyleń od normy u Sylwestra Szczęsnego.
Od chwili zatrzymania przebywa w bardzo bezpiecznych warunkach, które zapewnił mu dyrektor Zakładu Karnego w Radomiu. Od wielu miesięcy Sylwester Szczęsny pracuje w bibliotece i jest bardzo dobrze oceniany przez osoby nadzorujące jego pobyt. Na jego wyjścia na wolność czeka jeden z właścicieli szkoły jazdy, który chce go zatrudnić jako instruktora.
Do swojej własnej firmy wrócić nie może. Bo z powodu oskarżeń o pedofilię po prostu upadła.
Te wszystkie informacje znajdą się w środę na biurku sędziego Wydziału Penitencjarnego Sądu Okręgowego w Radomiu. Bo tam już kilka miesięcy temu trafił wniosek o przerwanie kary 2,5-roku bezwzględnego więzienia dla Sylwestra Szczęsnego.
Jaką decyzję podejmie Sąd w tej zdumiewającej sprawie? Przypomnijmy że już w 2013 r. Sylwester Szczęsny został aresztowany a potem przez Sąd wypuszczony. Bo argumenty zgromadzone przez prokuraturę zostały uznane za słabe.
Po wyjściu nie ukrywał się i pracował.
Dodatkowo 14 marca 2019 r. przed Sądem Najwyższym Warszawie będzie rozpatrywana Kasacja Nadzwyczajna w tej właśnie sprawie. Jest ona mocno opóźniona ze względu na personalne zawirowania w tej instytucji.
Sylwester Szczęsny chce pojawić się na sali rozpraw, by w razie potrzeby dowieść swojej niewinności. Tymczasem w przypadku przebywania w zakładzie karnym jest to bardzo trudne. Bo musiałby być kilkukrotnie konwojowany z przestępcami .zmieniać cele i być narażonym na kontakt z bandytami. A to w przypadku tak ciężkiego oskarżenia mogłoby być dla niego śmiertelnie niebezpieczne.
- Jestem wdzięczny za bezpieczeństwo, które zapewnią mi Zakład Karny w Radomiu. A jednocześnie mam nadzieję, że Sąd Najwyższy przeanalizuje wszystkie aspekty mojej sprawy. I tak jak uniewinnił mnie za pierwszym razem Sąd Okręgowy w Warszawie, tak i teraz Sąd Najwyższy dostrzeże wszystkie mankamenty tego fałszywego oskarżenia mnie - przekazał w liście do Patriot24.net Sylwester Szczęsny.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.