[VIDEO] Wstyd i Hańba! Policja w Wołominie i Radzyminie nie może odnaleźć agresywnego ojca, który uwięził dwójkę dzieci szydząc z sądu, prokuratury i policji! Oraz wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego!
Prokuratura Rejonowa w Wołominie oraz Sąd Rejonowy w Wołominie poszukują od 4 sierpnia 2021 Daniela W. Ale Komendant Komisariatu Policji w Radzyminie, Paweł Piórkowski, który dostał polecenie odnalezienia mężczyzny, nie potrafi sobie z tym poradzić. A Komendant Powiatowy Policji w Wołominie, Marek Ujazda, nie potrafi mu pomóc!
Daniel W. uprowadził dwójkę dzieci z domu matki, Anny Kalinowskiej Wysockiej, 12 stycznia 2020 r. dokonał tego wraz ze swoją matką mieszkającą w Radzyminie.
O niebezpieczeństwie tego szaleństwa piszemy od wielu miesięcy. Bo dodatkowo Daniel W. szydzi z pracy sądów, policjantów, prokuratorów, kłamiąc, że dzieci zamieszkują w opuszczonym budynku w Lesznie, w województwie wielkopolskim. Służby, które zostały zaprzęgnięte w interwencję na tamtym terenie, dowodowo potwierdziły, że Daniel W. te wszystkie służby oszukał.
Wszystkie artykuły na temat jego pozostałych szaleństw i interwencji policji znajdziesz pod linkiem
Po nagłośnieniu przez Elżbietę Jaworowicz w Telewizji Polskiej (w programie wzięła udział również Maja Rutkowski wspierająca matkę) tego koszmaru, który dotyka matkę i uwięzione dzieci, oraz po interwencji wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego, doszło do przełomu w tej sprawie.
Sąd Rejonowy w Wołominie po 20 miesiącach od porwania w końcu dostrzegł potrzebę zatrzymania ojca i odebrania mu dzieci.
Na kłamstwa i oszustwa Daniela W. przestał też po 20 miesiącach nabierać się Prokurator Rejonowy w Wołominie. I dostrzegł, że agresywny Daniel W., ćwiczący sztuki MMA i - według relacji żony - mający poważne problemy z narkotykami, powinien odpowiedzieć za przestępstwo uprowadzenia i uwięzienia dzieci.
Obie te instytucje wydały na początku sierpnia tego roku nakazy odnalezienia i zatrzymania Daniela W.
Ale tu pojawił się problem. Bo Komendant Komisariatu Policji w Radzyminie, Paweł Piórkowski, który był alarmowany zarówno przez matkę, jak i naszą redakcję, już wiele miesięcy temu o tym szaleństwie porwania, nie uznał tej sprawy za istotną. A dziś nie wie, jak wykonać polecenie Prokuratury i Sądu!
Dotarliśmy do dokumentu, z którego wynika, że radzymińscy policjanci poszli i zapukali do drzwi mieszkania jego matki Daniela W. A kiedy ta oświadczyła, najprawdopodobniej kłamliwie, że nie wie, gdzie jest Daniel W., bo rzekomo pojechał na wakacje w nieznane miejsce, Komendant Policji w Radzyminie napisał wówczas do Sądu, że „nie jest możliwe ustalenie miejsca pobytu Daniela W.”!
Ale cierpliwość Sądu Rejonowego w Wołominie w tym zakresie się wyczerpała. I Sąd, biorąc pod uwagę dostępne technologie XXI wieku, nie przyjął do wiadomości tego pokrętnego tłumaczenia Komendanta Policji w Radzyminie, Pawła Piórkowskiego. I nakazał mu poszukiwanie Daniela W. do skutku.
Takie samo polecenie wydał komendantowi Prokurator Rejonowy w Wołominie.
"Dzwonię, pytam teraz, ale Komendant nie potrafi odnaleźć ani ojca ani dzieci"- mówi matka 4,5-letniej Basi oraz 6-letniego Gabrysia.
"Prosiłam o pomoc również Komendanta Powiatowego Policji w Wołominie, któremu podlega Komendant z Radzymina. Ale on też nie potrafi mi pomóc." - skarży się kobieta, posiadająca obecnie sądownie przyznane wszelkie prawa do wyłącznej opieki nad dziećmi.
"Tydzień temu złożyłam wniosek o wszczęcie procedury CHILD ALERT, bo od wielu miesięcy nikt nie ma pojęcia, gdzie są moje dzieci i co się z nimi dzieje. Ale policja mi odmówiła!" - przekazuje Anna Kalinowska Wysocka.
"Prosiłam też o wystawienie listu gończego, by ujawnić w mediach twarz ojca i jego pełne dane osobowe oraz ułatwić jego odnalezienie. Ale też dostałam odmowę!" -skarży się matka.
Czy w związku z tym skandalem Komendant Komisariatu Policji w Radzyminie poda się do dymisji? I ustąpi miejsca lepszemu i skuteczniejszemu policjantowi, który będzie potrafił w XXI wieku namierzyć szalonego ojca, który więzi bezprawnie dwójkę dzieci?
Sekretarka Komendanta w Radzyminie odesłała nas do Rzecznika Prasowego Komendanta Powiatowego Policji w Wołominie. A Rzecznik przekazał, że Komendant w Wołominie ma zaufanie do Komendanta Komisariatu Policji w Radzyminie. I że poszukiwania to właśnie on prowadzi w trybie ciągłym.
Nie wiadomo dziś, czy w tej wstrząsającej sprawie pomocy udzieli obu bezradnym komendantom Komenda Stołeczna Policji w Warszawie oraz Komenda Główna Policji. Bo Rzecznicy obu komend nie udzielili nam odpowiedzi na zadane pytania.
"Po interwencji pana Jarosława Kaczyńskiego sprawa zaczęła być nareszcie traktowana we właściwy sposób. Dlatego dziś po raz kolejny zwracam się do niego, jako do Wicepremiera odpowiedzialnego za pracę polskiej Policji.z prośbą o udzielenie mi pomocy w skutecznym odnalezieniu Daniela W., a przede wszystkim moich dzieci. Bo w tym właśnie celu Sąd wydał nakaz zatrzymania go i doprowadzenia" - przekazuje Anna Kalinowska Wysocka.
Radom i Warszawa dzieli niewielka odległość, ale w tej sprawie widać przede wszystkim dystans między działaniami instytucji, które formalnie pracują, lecz faktycznie nie spotykają się w jednym punkcie. Z materiałów analizowanych przez redakcję wyłania się obraz czynności prowadzonych równolegle, bez realnej synchronizacji, co w sprawie dotyczącej dziecka ma znaczenie kluczowe — bo tu liczy się nie dokument, tylko czas.
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.